środa, 6 czerwca 2018

Rozdział 6: Czemu mi nie ufasz?

Niestety nie mieliśmy wystarczająco pieniędzy na taksówki, więc znaleźliśmy autobus. Po 10 minutach byliśmy już z powrotem w moim pokoju.
-Patrzcie co jeszcze znalazłam -powiedział Pit i wskazał na wódkę
-Oddaj to mi -powiedział Kubiak
-Śnisz! Moje-powiedział i wytknął mu język. Jakież to inteligentne.
-Zzziomekk pooozieli się -powiedział Ervin
-Dajcie szklanki-powiedziałam i wzięłam od Piotrka wódkę
-Kto szybciej wypije?-zapytał Możdżon
-Marcin! Chcesz żeby całkiem się zachlali? -spytał Bednorz
-Bynajmniej śmiesznie będzie- odpowiedział wzruszając ramionami
-To na 3, Zoe jesteś sędzią -powiedział Piotrek
-Raz, trzy! -krzyknął Marcin
-Dobra koniec tego dobre, chce mi się spać więc wynocha -powiedziałam
-Chcesz żebyśmy wyszli?- przytaknęłam -A co jak się przewrócimy, coś się stanie, albo trenerzy nas zobaczą?
-Dobra okey, ale ja idę spać, na moim łóżku i nie wiem jak wy się zmieścicie na podłodze- powiedziałam i położyłam się na łóżko
-Zoe, mogę?-spytał Jenia
-Nie, cały śmierdzisz wódką -powiedziałam, zrobił minę zbitego psa- No dobra-powiedziałam i posunęłam mu się. Chłopaki coś tam jeszcze mamrotali, a ja zasnęłam prawie natychmiast
      Rano obudził mnie dzwonek telefonu. Otworzyłam oczy i zobaczyłam jak Ervin wyrzuca go przez okno
-Ervin!-pisnęłam
-No co? Obudził mnie!
-Nie interesuje mnie to rozwaliłeś już 3 mój telefon w tym roku, a jest dopiero czerwiec! Teraz zapierdalaj po niego i módl się żeby był cały bo jak nie to marsz od razu do sklepu po nowy!
-Ciiiii głowa mi pęka
-Nie interesuje mnie to, wypad!
-Czego się tak drzecie? Która w ogóle godzina? -spytał Antonim
-Nie wiem bo ten pojeb wyrzuciła mój telefon
-Serio Ervin? Znowu?-on tylko wzruszył ramionami i poszedł na dół po mój telefon
-Ej! Go tutaj nie ma-krzyknął z dołu
-Jak to? Przecież nie wyparował
-AA dobra jest tu- po chwili wrócił i przyniósł mi 3 części od mojego iPhona
-Super po prostu świetnie!
-Zoe, daj spokój kupię ci nowego
-Wal się
-Dobra wstawać wszyscy, nie ma spania
-Człowieku cóż żeś uczynił?
-No przepraszam. Lepiej?-nic nie odpowiedziałam -Zoe no, nie gniewaj się już - cisza. Po chwili ktoś zapukał do drzwi
-Zoe, śpisz?-usłyszałam ojca, wszyscy popatrzeliśmy na siebie. Po chwili usłyszeliśmy tylko jak odszedł
-Możemy iść nawet teraz po ten telefon jeśli chcesz. Będzie po sprawie
-Po sprawie? Daj twój telefon to też go wyrzucę tak że potrzaska się na 3 części
-O czym wy mówcie?-spytał Bartek
-Ervin wyrzuciła jej telefon
-Macie coś na kaca?
-Masz-rzuciłam w niego siatką z witaminami.
-Ej, ja nie lubię jak jesteś na mnie zła
-Dobra, daruj sobie, przeżyję, ale jeśli jeszcze raz wyrzucisz mi telefon to nie żyjesz
-Moja kochana -powiedział i mnie przytulił, wszyscy rozeszli się do swoich pokoi. Zostałam tylko ja Bartek i Rouzier. Ktoś znowu zapukał do drzwi. Poszłam otworzyć a chłopaki dalej sprzątali. Jedyni porządni z całej bandy rozwydrzonych bachorów
-Thomas? Co ty tu robisz? -spytałam zdziwiona
-Gdzie twoje maniery? Nie ładnie się tak witać -zaśmiał się a ja się w niego wtuliłam. Wyszłam na korytarz i zamknęłam drzwi
-Miałeś przyjechać później
-Chciałem po prostu się z tobą zobaczyć -powiedział, drzwi się otworzyły i wyszedł Bartek
-Ogarnięte-uśmiechnął się
-Dzięki-powiedziałam i weszłam z Thomasem do pokoju
-Siostra nie martw się jestem czysty, ten odwyk pomógł, naprawdę
-Wierzę ci,-powiedziałam choć tak naprawdę bardzo sie martwiłam, że to kolejne kłamstwo
-Okey, mogę się u ciebie zatrzymać? Nie meldowałem się jeszcze
-Jasne nie ma sprawy
-Dobra a teraz wybacz, ale idę się przywitać z ojcem -kiwnęłam głową i tylko gdy wyszedł zaczęłam przeszukiwać jego rzeczy
-Zoe! Co ty robisz? To twój brat-poinformował mnie Rouzie
-Serio? Nie wiedziałam. Właśnie dlatego nie chcę żeby znowu się to stało. Antonin raz odpuściłam i wiesz jak się to skończyło, nie chcę żeby się powtórzyło-powiedziałam i dalej szukałam, po chwili zamarłam. Usiadłam na łóżku i zaczęłam płakać
-Wiedziałem że to zrobisz! Czemu mi nie zaufasz? Powiedziałem ci że to koniec, a ty przeszukujesz moje rzeczy
-Koniec?! To co to jest?-pokazałam na woreczek

Rozdział 5: Chłopaki brać ją!

-Na pewno nie umie! Śnisz! -krzyknęłam i tupnęłam nogą jak mała dziewczynka, którą w porównaniu do tych wieżowców z nadwyżką testosteronu byłam
-Oj Mała twój pokój jest najdalej od tych diabłów-powiedział Jenia
-Ale posprzątacie tu, tak?- jasne Zoe jakbyś ich nie znała. Zawsze mówią że oczywiście, że nie zostawią cię z tym samej, a gdy tylko skończy się alkohol ich już nie zobaczę
-Ehh, no dobra. To u ciebie o 20. powiedz to tamtym chłopakom -powiedział Kevin i uradowany wyszedł z pokoju. Spojrzałam na zegarek miałam jeszcze 2 godziny więc włączyłam telewizor, i zaczęłam oglądać jakiś mało interesujący film, wcześniej jeszcze pisząc do Bartka co i jak. Po chwili drzwi od pokoju otworzyły się z imipenem a do środka wpadł przerażony Jenia
-Zoe, pomóż zepsuli mi bluzę-powiedział i podał mi ubranie
-Jak ty to zrobiłeś?-spytałam widząc dziurę na środku. Naprawdę jak oni mnie nie zabiją to chyba sama popełnię samobójstwo przed końcem Ligii Światowej
-Nie ja tylko Le Rox z Laffine. Ale jak to ja nie wiem, co mam zrobić jak mam tylko jedną, trener mnie zabije- zaczął nerwowo chodzić po pokoju z czego miałam niezły ubaw, jednak ogarnełam się gdy rzucił mi mordercze spojrzenie.
-Weź moją -powiedziałam i wygrzebałam z walizki bluzę identyczną, zresztą ona i tak była Tilliego
-Skąd ją masz?
-Od Kevina, dał mi ją jak odprowadzał mnie po urodzinach Kima
-Aaaa pamiętam, chwalił się wtedy że będzie twoim ulubieńcem, bo coś mu wtedy powiedziałaś, a jak na następny dzień powiedziałaś do niego ,,Arabie" chłop się załamał-zaśmiał się
-Dobra dobra, bierz bluzę i spadaj -powiedziałam a on znikł zamykając drzwi.

*23:07*
Ja nie wierzę jak można tak szybko się napić? Kurek z Ervin'em od 15 minut próbują sobie zmierzyć bicepsy. Naprawdę to rozumiem, ale żeby mierzyć je ogórkami? Powoli tracę wiarę w tych ludzi.
-Hah wygrałem -krzyknął Bartek
-To niesprawiedliwe twoje ogórki były cieńsze - protestował N'Gapeth
-Zamknąć mordy Stephan idzie!- do pokoju wparował Możdżonek i zamknął szybko drzwi. Nowakowski zaczął się chichrać jak jakieś dziecko po czym każdy już zaczął się śmiać
-Mordy śmiecie- powiedziałam na co ucichli. -Idę sprawdzić gdzie on jest, jeśli któryś się odezwie wykastruje-powiedziałam i wyszłam z pokoju
-Zoe co ty robisz?- przede mną wyrósł Stephan. Serio czy oni w tych hotelach naprawdę mają jakieś kryjówki
-Nie mogę zasnąć więc postanowiłam pochodzić, a ty?
-Sprawdzam czy wszyscy śpią i wygląda na to że śpią
-Nie dziwię im się, po takich ciężkich treningach
-Właśnie to jak ty nie możesz spać to może chciałabyś z nami trenować
-Nie, nie chcę przeszkadzać
-Nie będziesz widzimy się pojutrze na siłowni o 10 -pozwiedzał i odszedł. To się wkopałam. Wróciłam do pokoju
-O kochanie już jesteś, chodź gramy w butelkę - powiedział Kevin i poklepał miejsce obok siebie
-Masz kręć -Kubiak podał mi butelkę, więc zakręciłam i wypadło na Grebennikova
-Kochanie moje- uśmiechnęłam się do libero
-Proszę tylko nie to
-Dawaj i tańcz- powiedziałam i pokazałam Bednorzowi, żeby to nagrał


Wszyscy zaczęli się śmiać. Po kolejnych rundach padło na mnie. Mogłam się tego po nich spodziewać
-Parówo kto ci się najbardziej podoba oprócz oczywiście mnie bo to logiczne -powiedział Kubiak
-EEEe ty sobie uważaj tylko ja mogę na nią tak mówić, prawda skarbie?
-Jasne, a wracając do  pytania to oczywiście że Kevin - zaśmiałam się
-Masz kochana słabość do Tillich - powiedział przyjmujący na co zgromiłam go spojrzeniem. Inni nawet nie zauważyli
-Ej, też macie ochotę żeby zagrać?-spytał Kurek, który jeszcze przed chwilą spał mi na kolanach
-Po co chcesz grać skoro was rozjebie-powiedział Ervin. Nie jest dobrze
-Wy? Hahah moja babcia gra lepiej niż ty
-A chcesz się przekonać?- nie, nie nie i jeszcze raz nie.
-No dawaj
-Chłopaki moje przyjaciele, spokojnie. Jeśli chcecie się przekonać to chodźmy 2 kilometry stąd jest boisko, tylko piłkę trzeba znaleźć -powiedział jakże wspaniałomyślny Pit.
-Nic prostszego, nasza Zoe wejdzie do trenera i weźmie mu piłkę
-Nie, nie i jeszcze raz nie. Po pierwsze nigdzie nie idę i wy także. Nie będziecie się po nocach włóczyć żeby zagrać. o 12 w nocy
-My nie będziemy? Chłopaki brać ją, ja pójdę po piłkę a wy ją wynieście zanim wszystkich zbudzi-powiedział Ervin i nawet nie zdążyłam zareagować a byłam już przy drzwiach wejściowych
-Chłopaki proszę was, wróćmy do pokoi. Jeszcze sobie coś zrobicie i wtedy będzie na mnie
-Luzik matka, damy radę, znam to miasto jak własną rękę - powiedział Nowakowski i się zaśmiał, nie daruję im tego
-Mam! Mamy piłkę, Ziom prowadź- szliśmy i szliśmy, a w zasadzie to oni szli a mnie niósł Kubiak. Przecież on jako kapitan powinien ich ogarnąć a nie?
-Osz kurwa zgubiłem się -powiedział Nowakowski a Kubiak zrzucił mnie na ziemię. Syknęłam z bólu
-Ej, Zoe wszystko okey? Kochanie proszę odezwij się. Chłopaki ona się nie odzywa
-Zamknij się i pomóż mi wstać! Pit! Mówiłeś że się znasz!- zresztą po co ja to mówiłam, przecież to Nowakowski. Kto jak kto ale on nawet potrafił zgubić torbę treningową w pokoju. Tak w pokoju zgubił torbę, którą szukał przez pół dnia i wiecie gdzie była? Pod prysznicem! Proszę o minutę ciszy dla tego pana
-Oj, no bo coś mi się pomieszało. Czekaj zaraz sprawdzę - oślinił palca i uniósł go ku górze. Boszzzzz z kim ja żyję. Po chwili ruszyliśmy dalej, tym razem szłam już o własnych siłach. Po 20 minutach spaceru dotarliśmy na boisko
-Wiecie co w sumie to mi się odechciało-powiedział Ervin
-Mi też -powiedział Bartek i wszyscy ich poparli.
-Zajebie! Obiecuję! Wiecie co róbcie co chcecie ja z Bednim bierzemy taksówkę i wracamy do hotelu. -powiedziałam
-Ej, zostawicie nas?
-Trzeba było się kurwa słuchać jak mówiłam żeby nigdzie nie iść
-Ty coś mówiłaś? Przecież sama chciałaś iść grać. Pit nie będziemy gorsi, zamów taksówkę
-Czekaj, jedna to będzie za mało trzeba 2 wziąć
-Piter jak ty chcesz wziąć 2 taksówki na 20 ludzi?


-Jakie 20? Przecież oni jadą swoją -wskazał na mnie i Bartka. Zabij! Obojętnie jak po prostu zabij

czwartek, 31 maja 2018

Rozdział 4: 200 KILOGRAMÓW CZYSTEJ WAGI

Wiedziałam! Po prostu wiedziałam!
-Mówiłam że wygram! -powiedziałam 
-Szczęście nowicjusza-skomentował Marcin 
-Naprawdę? To co jeszcze raz?- możecie się domyśleć że to nie był tylko raz. W końcu po drugiej rozeszliśmy się do pokoi. Chłopaki są nawet spoko, choć moje czarne serduszko, jak to zawsze powtarza Grebennikov, należy właśnie do reprezentacji Francji. 
       Dzisiaj jest w końcu ten dzień! Siatkarze z Francji mieli przyjechać do  Łodzi na Ligę Światową, więc byłam bardzo szczęśliwa że mogę znów ich zobaczyć. Zeszłam do recepcji hotelowej  i czekałam na przyjazd Jeni, no i oczywiście tej reszty też. Po prawie pół godzinnym siedzeniu na recepcji pomyślałam że może pomyliłam godziny i ruszyłam do windy. Nagle ktoś wskoczył mi na plecy
-Kevin!-wydarłam się i prawie spałam na ziemię
-Parówa-powiedział i się do mnie przytulił. Jeśli przypadkiem ktoś go zabiję to proszę nie miejcie mi tego za złe
-Eh... gdzie reszta?-spytałam, gdy już 200 kilogramów czystej masy zeszło z moich pleców
-Na treningu, idziemy do sklepu?-spytał jak gdyby nigdy nic
-A dlaczego cię nie ma na nim? Chodź na górę, to wezmę kluczyki - w sumie mało interesował mnie ten powód, ale wiecie jako dobra koleżanka to był mój obowiązek
-Coś tam z mięśniami-powiedział wzruszając ramionami. Po chwili staliśmy już na parkingu
-Po co chcesz jechać do sklepu?-spytałam
-GTR!-krzyknął na co zwrócił uwagę przechodniów -Dasz poprowadzić?
-Nie, bo nie wiesz gdzie są sklepy.-w sumie ja też nie wiedziałabym, gdyby nie Kubiak, którego stałam się szoferem w tego typu podróżach- Spytam jeszcze raz po co chcesz jechać do sklepu?
-Po jakieś płyny na dzisiejszy wieczór. Bo wiesz tak jak siedziałem u Grebennikova to może zrobilibyśmy małą imprezkę, a ty- nie zdołał dokończyć, bo ja już wiedziałam co siedzi w tych ich głowach. Nawet przed turniejem
-Mam wam załatwić wolne?
-Jak ty mnie znasz-powiedział i wsiadł a ja odpaliłam auto
-W sumie czemu  nie -zaśmiałam się. Tilli miał już coś powiedzieć, ale przerwał mu telefon
-Jak zwykle -powiedział i pokazał mi wyświetlacz ze zdjęciem Jeni -Halo?.... Jadę do sklepu..... Jak to z kim? Z Zoe ..... Tak..... Załatwiamy alko.... no okey na razie-powiedział i się rozłączył
-Co chciał?- i to mnie bardziej interesowało niż to że synek trenera nie jest na treningu
-Tata mnie szuka, będę miał przerąbane....-przeciągnął ostatnią literę -A tak w ogóle ten kurdupel powiedział że się na ciebie obraża bo go nie zabrałaś-zaśmiał się. Dojechaliśmy do sklepu śpiewając jakieś piosenki. Zrobiliśmy zaopatrzenie plus wzięłam owoce, parę pudełek aspiryny tak na wszelki wypadek. Odstawiłam auto i razem z przyjmującym ruszyliśmy do stołówki gdzie miał być obiad. Wzięłam swoją porcję i usiadłam do Bednorza, Kubiaka i reszty.
-Hej, gdzie byłaś?-spytali prawnie równocześnie
-W sklepie-odpowiedziałam jak zwykle jedynym językiem jaki wszyscy znali, czyli angielskim
-A spróbuj powiedzieć to po polsku-powiedział Kubiak. Oni próbują uczyć mnie polskiego, ale jakoś tak nie za bardzo, bo jedyne czego mnie przez tydzień nauczyli to ,,Kurwa" ,,zapierdole" i gdy tak raz kazali mi powiedzieć do Stephana to dostali po dupie 
-pierdol się -powiedziałam tym razem po polsku, tak zapomniałam dodać że to ich mało zniechęciło, ale bynajmniej tym razem mówili mi prawdę
-Jakie to piękne-powiedział Piotruś,  nagle gwałtownie podniósł krzesło razem ze mną i postawił pomiędzy Ervinem i pustym krzesłem
-Myślałaś że pozwolę ci tam z nimi siedzieć -powiedział Jenia śmiejąc się. Od razu wstałam i się w niego wtuliłam. Jak mi go barkowało
-Alvaro, nie tylko ty się tu chcesz przywitać -powiedział Ruzier. Przywitałam się z każdym po kolei i w końcu mogłam dokończyć posiłek, rozmawiając jeszcze z chłopakami o wieczorze
-Ale tylko my?-spytał Rouzier
-Możemy zaprosić ich-powiedział Ervin wskazując na stolik polaków
-Tylko nie wiem jak oni będą ćwiczyć na kacu-zaśmiał się Le Rox
-Spokojnie panowie, nasza gwiazdeczka wszystko załatwi -zaśmiał się Tilli
-Tylko pamiętaj, do trenera jak już skończy jeść nigdy w trakcie. -pouczył mnie środkowy
-Spokojnie, nie raz wam dupe ratowałam-prychnęłam za co dostałam kuksańca w bok
-A tak w ogóle to co mu powiesz?-spytał Benjamin
-Że zabiorę was na przechadzkę po mieście
-Genialna, widać że móżdżek jeszcze pracuję -zaśmiał się Jenia i pocałował mnie w czoło
-Dobra, mała, trener wychodzi
-Okey, ja idę do niego a wy spytajcie chłopaków-powiedziałam i wstałam z krzesła
-Przepraszam, panie Tilli-powiedziałam a on się odwrócił
-O Zoe cześć, co tam u ciebie?-spytał
-Dobrze, ale mam do pana pytanie-powiedziałam
-Od razu mówię nie odpuścimy Polakom-zaśmiał się
-Nie o to, po prostu chciałam spytać czy mógłby pan dać chłopakom wolne? Zabrałabym ich na przechadzkę po Łodzi- powiedziałam i zaprezentowałam swoją szczękę najlepiej jak potrafiłam
-W sumie czemu nie i tak jutro nie planowałem treningu, a spacer to dobry pomysł-powiedział i odszedł. Cóż nie spodziewałam się że tak łatwo pójdzie
-I jak?-w drzwiach od stołówki stał Kevin
-siak-odpowiedziałam i go minęłam
-Parówa! Masz mi powiedzieć -powiedział i tupnął nogą
-Zgodził się -odpowiedziałam i pogadałam jeszcze z Kubiakiem co i jak. Od razu zamiast iść jak człowiek do pokoju, musiałam iść do taty i Stephana. Cicho zapukałam a gdy usłyszałam proszę otworzyłam drzwi
-O Zoe, coś potrzebujesz?-spytał tata
-Chciałam tylko spytać czy mogę jutro zabrać chłopaków na całodniowy spacer po Łodzi, bo razem z Jenią i tam resztą idziemy, a że za bardzo nie znamy terenów-wiedziałam że ten argument ruszy tatę więc - to fajnie by było gdyby poszli z nami. Porozmawialibyśmy i ogólnie
-Okey, czyli powiedz im że mają jutro dzień wolny-powiedział Stephan a ja po podziękowaniu opuściłam ich pokój informując każdego napotkanego że mają wolne i widzimy się wieczorem

niedziela, 12 listopada 2017

Rozdział 3: DO CZEGO JEST ZDOLNA KOBIETA?

Rozdział 3
-Zoe, coś się stało?-spytał z troską w głosie
-Nawet nie zdajesz sobie sprawy ile się zdarzyło
-Ej, coś ci się stało?
-Tata kupił mi GTR Nissimo! Jenia jak tylko przyjedziesz do Polski zabiorę cie na przejażdżkę-powiedziałam i wybuchnęłam śmiechem. Ktoś odwrócił się i spojrzał się, ale mało mnie to obchodziło
-Poczekaj chwilę, bo Kevin pcha się do telefonu
-Siema parówo- mogę się założyć, że szczerzył się do telefonu 
-Cześ Kevin-przewróciłam tylko oczami 
-Ej, dlaczego na mnie nie krzyczysz za parówę?- Czy ten człowiek ma tylko takie głupie pytania?
-Bo to jest najlepszy dzień w życiu- zaśmiałam się
-Przykro, dopiero co nas opuściłaś i już tak fajnie ci? -spytał i mogę się założyć że wytarł niewidzialną łzę
-Ty mój kochany arabie tata kupił mi Gtr'a nissimo. Czujesz to?-spytałam
-Pierdolisz? -to była najinteligentniejsza odpowiedź na którą stać Kevina. Dlatego z całego serca współczuje jego dziewczynie, której pewnie nie znajdzie, ale marzyć można. 
-Chyba ty.- równie zacna odpowiedź, przecież nie mówiłam że jestem lepsza.
-Zaprosisz na przejażdżkę?
-Jasne wpadnę do ciebie jak tylko ogarnę drogę do Kędzierzyna
-Zoe! Jak chcesz sie przejechać jeszcze dziś to chodź -krzyknął tata
-Chłopaki wybaczcie ale moje nowe autko wzywa. Papatki-powiedziałam i się rozłączyłam nie czekając na żadne ckliwe pożegnanie, bo takiego bym niedostała.
-To jest Bartek Bednorz i Michał Kubiak- przedstawił mi siatkarzy
-Zoe Blain. -powiedziałam i podałam im rękę - To mogę jechać?
-Tak, ale z nimi. Oni doskonale znają okolicę i przy okazji poznasz ich trochę- jaki tatuś stał się opiekuńczy. Szkoda że jak miałam 16 lat to nie martwił się że jadę sama z 19 letnim facetem przez pół kraju, ale kto by tam to wypominał
-No, okey -powiedziałam i razem wsiedliśmy do auta, ja oczywiście za kółko. Rozmawialiśmy po angielsku i powiem że chłopaki są naprawdę świetni. Opowiadali mi wiele śmiesznych historii związanych ze Spałą. Doszłam do wniosku że nie będę się z nimi nudzić i doszłam do wniosku że chyba każda kadra jest równie walnięta
-Gdzie ty się tak nauczyłaś jeździć?-spytał jak dobrze pamiętam Michał
-Może w szkole jazdy? -zaśmiałam się. Tyle lat spędzonych z przerośniętymi facetami nauczyły mnie takich odpowiedzi. Nic już na to nie poradzę
-A mogę poprowadzić?-spytał
-No okey, tylko mnie nie zabij -powiedziałam
-Skoro ty nas nie zabiłaś na tych drogach to będzie dobrze
-Twierdzisz że nie umiem jeździć?-spytałam i gwałtownie zahamowałam
-Nie, właśnie jestem pod wrażeniem że z taką prędkością jedziesz po takich drogach - wzruszyłam jedynie ramionami
-Słuchajcie wejdźmy jeszcze do sklepu, muszę zrobić zapasy- poruszył zabawnie brwiami na co głośno się zaśmieliśmy. Po chwili zatrzymaliśmy się przed biedronką i zrobiliśmy zakupy. Głównie słodycze jak pewnie już się każdy domyślił. Następnie obraliśmy już kierunek ośrodek.
-Może chcesz do nas wpaść, będziemy grali w pokera, poznasz przy tym lepiej chłopaków. To co? -spytał Michał gdy wysiedliśmy z auta
 -Z chęcią, o której?
-Dogadamy się na kolacji. o kurwa Stephan- ich mina była bezcenna. Nigdy nie widziałam żeby ktokolwiek tak się wystraszył na tą słodką buzię Stephana
-Dobra nie panikuj, powiecie że to dla mnie i jako dżentelmeni mi niesiecie -powiedziałam śmiejąc się
-O już jesteście, pamiętajcie że za 30 minut kolacja, a teraz zmykać do pokoi -powiedział na chwilę przystając i patrząc się na przyjmujących
-Jasne, już idziemy, tylko odniesiemy to Zoe do pokoju
-Zoe przecież ci mówiłem że jak dalej będziesz tyle jeść to w końcu po boisku będziesz się turlać  - powiedział trochę żartem a trochę serio
-A ja ci mówiłam że nawet jak się będę turlać to będę grać lepiej niż ty-powiedziałam na co Stephan tylko pokręcił głową. Kocham jego minę za każdym razem gdy mu coś napyskuje. Sam chyba już się do tego przyzwyczaił, więc odszedł
-On ci tak łatwo uwierzył?- spytał zdziwiony Michał
-A czemu nie? Zna mnie i wie do czego jestem zdolna jeśli chodzi o jedzenie-zaśmiałam się - Dobra ja idę jeszcze do ojca po klucz do pokoju, pogadamy potem-powiedziałam, gdy już prawie odeszli przypomniawszy sobie że nie wiem gdzie on ma pokój-Chłopaki!
-115, 3 piętro od windy prosto i potem w lewo-krzyknął Bartek
-Dzięki-powiedziała, ale chyba nie usłyszał. Po paru minutach dotarłam pod właściwe drzwi. Niby taki mały ośrodek a już się prawie pogubiłam.
-Zoe, i jak przejażdżka?- spytał tata
-Fajnie, a powiesz mi gdzie mam pokój?
-Przepraszam zapomniałem całkiem, zaraz pójdę do recepcji i to załatwię -powiedział. Po chwili wrócił i dał mi kluczyki, wytłumaczył wszystko, więc wzięłam wszystko razem moim bagażem i ruszyłam do windy
-90,90 -mówiłam na głos i szukałam odpowiedniego pokoju. W końcu znalazłam, jednak zamek w drzwiach nie chciał ze mną współpracować -Pieprzone drzwi! -krzyknęłam
-Daj pomogę -powiedział Bartek, który pojawił się nie wiadomo skąd. Ten ośrodek zaczyna mnie przerażać. Ma jakieś tajne przejścia czy co? Ale wróćmy do moich drzwi od pokoju, które Bartek otworzył bez najmniejszych trudności.
-Dziękuje po raz kolejny -zaśmiałam sie
-Zawsze do usług, idziesz na kolację?
-Jasne tylko to odstawię -powiedziałam i razem ruszyliśmy na stołówkę, gdzie jeszcze nikogo nie było. Wzieliśmy swoje porcję i usiedliśmy do pustego stołu. Zaczęliśmy rozmawiać i trochę bardziej go poznałam, po parunastu minutach przyszła cała reszta i się dosiadła. Omówiliśmy kiedy gramy
-I tak nie wygrasz ze mną, ja zawsze wygrywam -powiedział bardzo pewny siebie Marcin
-Czas to przerwać, dobra ja idę do pokoju, do potem -powiedziałam i wstałam odnosząc jeszcze talerze
-Ej, poczekaj, też idę -powiedział jak dobrze pamiętam Zatorski, człowiek potrafi doprowadzić do łez, oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Rozstaliśmy się pod moim pokojem. Jenia, ten to ma wyczucie. Gdy tylko się położyłam zobaczyłam że dzwoni. Gadałam z nim, dopóki Zati nie przyszedł oznajmić że zaczynamy grę. Już się po prostu nie mogę doczekać jak rozwalam im wszystkim tyłki. Tak, ta skromność jest dziedziczna.

niedziela, 29 października 2017

Rozdział 2: POŻEGNANIA BYWAJĄ CIĘŻKIE

Gdy wróciłam do domu od razu udałam się do biura ojca.
-Już się martwiłem, dobrze że jesteś. Przepraszam, ale ostatnio mam dużo na głowie i oberwało ci się przez to- powiedział i poklepał miejsce obok siebie na kanapie. 
-No ja też nie jestem bez winy, to co zgoda?-uśmiechnęłam się 
-Jasne, a w pokoju masz ofertę klubu. Obiecaj, że chociaż ją przeczytasz i daj mi znać czy chcesz przeprowadzić się do Polski -powiedział łagodnie 
-W sumie to co do wyjazdu się zdecydowałam, ale o klubie na razie nie chcę myśleć, powiem ci gdy go zobaczę
-Dobrze, rozumiem,wiesz jak chcesz możesz przylecieć z mamą i Thomasem pod koniec sierpnia albo jechać ze mną pojutrze na zgrupowanie
- Mogę jechać z tobą? Thomas tez jedzie?
-Jasne że tak, ale wyjeżdżam pojutrze. Nie chcesz spędzić więcej czasu z Jenią?
-Nie, on musi też skupić się na reprezentacji i przygotować się na sezon we Włoszech
-Czyli ci powiedział?
-Tak, a w ogóle to skąd wiedziałeś?
-Mój znajomy jest teraz prezesem klubu i zadzwonił do mnie. Rozwija się chłopak-powiedział i spojrzał się na mnie
-Tak, w końcu spełnia marzenia. Wiesz co ja idę do Jackline i wrócę dość późno więc nie czekajcie
-Dobrze, pa-powiedział i pożegnałam się z nim buziakiem w policzek. Pobiegłam na górę się przebrać w jakieś wygodne dresy po czym udałam się do Jackline. Opowiedziałam jej o całym dzisiejszym dniu
-Bardzo jesteś na niego zła?- dlaczego pytają się czy jestem na niego zła? To nie jest ważne, bo nawet skoro jestem to i tak nie pozwolę mu zostać 
-Mam być zła bo spełnia marzenia i chce się rozwijać? To jest jego szansa
-I ani trochę nie jesteś na niego wkurzona?
-Jestem trochę zła że mi nie powiedział, ale nie wiesz jak on zawsze marzył by tylko zagrać w takim klubie jakim jest Macerata
-Jesteś pewna że nie chcesz z nim jechać?
-Gdybym chciała to bym pojechała - rozmawiałyśmy jeszcze o różnych sprawach. Jej i Rona najbardziej będzie mi brakować w Polsce.
   Te trzy dni minęły zdecydowanie za szybko. Większość czasu spędziłam z Jackline. Przed wyjazdem na lotnisko za namową przyjaciółki udałam się do Jeni. Zapukałam do drzwi, ale nic. Gdy chciałam już odchodzić Jenia otworzył drzwi i zaprosił mnie do środka
-Ja tylko przyszłam się pożegnać i zaraz jadę-powiedziałam i miałam w oczach łzy. Niby mieliśmy takie rozłąki, ale wtedy wiedziałam że gdy wrócę do domu to on tam będziena mnie  czekał, a teraz? 
-Spokojnie nie tylko ja się chcę z tobą pożegnać -powiedział i po chwili ujrzałam całą reprezentację
-Kochani jesteście -powiedziałam śmiejąc się 
-Zoe moja kochana parówo obiecaj że będziesz mnie odwiedzać w Kędzierzynie
-Kochany arabie, ja nie wiem gdzie to jest-zaśmiałam się, wciąż mając łzy w oczach. Na koniec został mi jeszcze Rouzier i Jenia
-Mała uważaj na siebie i pamiętaj że zawsze możesz do mnie zadzwonić-powiedział zamykając mnie w szczelnym uścisku 
-Dzięki Rouzier jesteś kochany. Obiecuję -powiedziałam 
-Twój przyjaciel zaraz zje mnie wzrokiem, więc idź się z nim pożegnaj-powiedział cicho
-Będę za tobą tęsknić -powiedziałam przytulając Jenię, ledwo powstrzymałam płacz
-Ja za tobą też. Będę cię odwiedzać jak tylko będę mógł, ale nie płacz mi tutaj teraz bo zaraz nigdzie nie pojedzisz 
-Ja tez postaram się zawitać we Włoszech. I pamiętaj że bez mistrzostwa Włoch nie chcę cie widzieć
-Będę tak bardzo za tobą tęsknił  -powiedział. Dostałam sms'a od taty że już jedziemy, więc ostatni raz przytuliłam libero. Wszystkim dałam buziaka i życzyłam sukcesów, po czym wsiadłam do auta i razem z nim ruszyliśmy w stronę lotniska.W czasie trwania lotu zdałam sobie sprawę jaką jestem szczęściarą. Są dla mnie jak rodzina, gdy tylko się coś się stało zawsze byli. Nie twierdzę że teraz już tak nie będzie, ale będzie mi ich brakować. Wspólnych zgrupowań, meczy, treningów czy po prostu jak wszyscy razem siedzieliśmy, nawet ciszy, którą z nimi dzieliłam.
Następnego dnia rano dotarliśmy do nowego domu. Nie powiem bo była śliczny i mój pokój taki jaki chciałam, ale już tęskniłam za tymi idiotami. Codzienna rutyna i śniadanie we dwoje
-Popołudniu jedziemy do Spały,więc  spakuj się na tydzień
-Okey,a jest chociaż jedna dziewczyna w zespole?-spytałam
-Mamy początkującą fizjoterapeutkę więc jeśli wszystko będzie okey to będziesz miała koleżankę -powiedział i po skończeniu śniadania mieliśmy udać się od razu do Spały, gdzie jak powiedział tata czekał na mnie prezent za nieobecność na moich urodzinach, na których nie był już chyba od 10 lat. Zawsze było coś ważniejszego.
-Ale powiedz mi co to takiego - prawie całą drogę próbowałam z niego coś wydusić, ale na nic się to zdało. Przed ośrodkiem zobaczyłam grupkę pewnie siatkarzy, bo poznawałam Stephana, którzy stali w dość dużym kółku i się czemuś przyglądali
-Jesteśmy, a oni zasłaniają twoją niespodziankę
-Auto?-byłam mocno zdziwiona
-Chłopaki odsunąć się, to nie dla was -powiedział po angielsku a oni posłusznie wykonali polecenie. Coś tam między sobą mówili, ale byli zbyt daleko żebym mogła zrozumieć cokolwiek. Gdy już stanęłam naprzeciwko nowego auta nie mogłam uwierzyć w to co widzę
-GTR! Tato kocham cię! Musiałeś wydać fortunę na to auta!
-W końcu ci się należy. To za tą osiemnastkę.
-Jesteś cudowny. Muszę powiedzieć Jeni 

czwartek, 19 października 2017

Rozdział 1: PRZYJACIEL

-Jak to Bełchatów? Co to w ogóle jest?- krzyczałam, gdy tylko ojciec powiedział że mamy się tam przeprowadzić. 
-Słuchaj zostałem tam trenerem, więc się tam przeprowadzamy-powiedział nad wyraz spokojnie  
-Mylisz się, jestem pełnoletnia i nie muszę słuchać rzkazów 
-Tak? Jak się chcesz utrzymać? W Bełchatowie jest klub, który z chęcią cię przyjmie. Tam możesz się rozwinąć. Poza tym to  nie jest rozkaz 
-Ja nigdzie nie jadę! 
-Nie musisz, ale co chcesz tutaj robić? Jenia wyjeżdża do Włoch, chyba że z nim jedziesz? 
-Co? O czym ty mówisz?
-Spytaj się go-powiedział wzruszając ramionami. Od razu wyciągnęłam telefon i zadzwoniłam do Grebennikova 
-Hej, kochanie- odezwał się Kevin, zdziwiona sprawdziłam czy aby na pewno wybrałam dobry numer 
-Sekretarką zostałeś czy co? Daj Jenie-powiedziałam 
-Co ty taka wredna? Ja do ciebie tak ładnie a ty.. psit..Chcesz z nim pogadać to musisz go znaleźć-powiedział i się rozłączył. Kiedyś go zabiję, obiecuję. Dotarłam pod mieszkanie przyjmującego, uprzednio jeszcze kupiłam jakieś żelki w sklepie i skierowałam się do salonu. Intuicja nie zawiodła, bo w salonie zastałam siatkarzy 
-Cześć parówo -powiedział Kevin gdy mnie zobaczył 
-Zamknij się arabie! Chciałam dać ci żelka, ale za to nie dostaniesz -powiedziałam i pokazałam mu fucka 
-Ej, ale wcześniej mówiłem kochanie. No proszę- rzuciłam w niego wcześniej kupionymi żelkami -Kocham cię -wywróciłam oczami 
-Dobra opowiadaj co się stało?-spytał Jenia i poklepał miejsce obok siebie,
-Może ty mi powiesz?
-Nie wiem o co ci chodzi
-Może dowiedziała się o twoim nowym klubie -powiedział Kevin 
-Zamknij się- syknął Grebennikov
-Masz rację Kevin, dokładnie o to mi chodzi. Jak mogłeś nie powiedzieć mi o tym? Myślałam że jesteśmy PRZYJACIÓŁMI -powiedziałam akcentując ostatnie słowo
-Chciałem, ale bałem się twojej reakcji, takiej jak teraz. Jesteś zła 
-Nie byłabym zła gdybyś to ty mi o tym powiedział! Gdzie?
-W Maceracie
-Naprawdę? Jenia to wspaniale!- powiedziałam całkowicie szczerze, chciał coś mi odpowiedzieć, ale zadzwonił jego telefon i wyszedł 
-Zoe on chciał odmówić
-Co? O czym ty mówisz?
-Podsłuchałem jego rozmowę i on jeszcze nie podjął decyzji, jeśli ci na nim zależy to wiesz co robić- chociaż Kevin  był jednym z największych idiotów jakich znam, miał rację  nie moge pozwolić żeby zrezygnował z takiego kontraktu, przecież tak robią przyjaciele 
-Masz rację, przecież on o tym marzył. Tata zmnienia pracę i doszło teraz do mnie że lepiej będzie jak wyjadę razem z nim do Polski
-Co? Jak to wyjeżdżasz do Polski?-spytał Jenia wchodząc z powrotem do salonu 
-Nie chciałam tam jechać, ale ty musisz grać we Włoszech. To twoje marzenie. Pamiętasz jak specjalnie uczyłam cię włoskiego? Marzyłeś o tym, a ja chcę żebyś je spełnił. Przepraszam że tak na ciebie naskoczyłam. Nie chcę się rozdzielać, ale tak będzie lepiej skupisz się całkowicie na siatkówce, może ja też spróbuję na nowo swojego szczęścia  
-Ale możesz jechać ze mną do Włoszech 
-Nie-zaśmiałam się- Zobaczysz, będę cię odwiedzać, ty też wpadniesz parę razy do Polski
-A zostaniesz chociaż z nami do Igrzysk? -spytał Kevin 
-Nie wiem, nawet jeśli nie, to przecież się tam spotkamy 
-A nie jesteś już zła?
-Nie, w końcu moja praca nie poszła na marne-zaśmiałam się i przytuliłam go 
-Coś mi tu śmierdzi-powiedział Kevin 
-Ty-odpowiedziałam równocześnie z libero 
-To nie jest miłe. Trzy, dwa, raz foch! 
-Ej, Kevin. Nie gniewaj się na mnie-powiedziałam i wyjęłam jeszcze jedną paczkę żelków
-Przekonałaś mnie -powiedział i razem z przyjmującym zaczęliśmy jeść 
-A ja?-spytał Jenia 
-Wiesz gdzie są sklepy, tak więc sam sobie kup. To moje i jej 
-Dobra, spokojnie i tak muszę już się zbierać. Mała idziesz ze mną?-spytał 
-Nie, zostanę jeszcze chwilę z Kevinem -powiedziałam, nie chciałam wracać z nim bo wiedziałam jak może potoczyć się ta rozmowa, a ja nie miałam na nią ochoty.Wiedziałam że jeśli zacznie mnie namawiać na wyjazd, ulegnę. Po wyjściu libero przyjmujący wstał i zaczął się na mnie patrzeć -Co?-spytałam z buzią pełną żelków 
-Jak mocno jesteś na niego zła? 
-Wcale-powiedziałam z pełną buzią
-Nie udawaj, obiecuję że nic mu nie powiem. W skali od 1 do 20? 
-Zazwyczaj skala jest od 1-10 lub od 1-100 patafianie
-No dobra w skali od 1-10?-spytał ponownie 
-Nie wiem jakieś 100 -powiedziałam 
-Ale miała być skala do 10 -powiedział z oburzeniem  
-Masz szczęście że umiesz grać, bo mózgu to ty nie masz -powiedziałam i wstałam 
-Gdzie idziesz?-spytał 
-Do domu, pogadać z ojcem o wyjeździe 
-A mogę to zjeść?
-Rób co chcesz. -powiedziałam i już miałam wychodzić, ale musiałam jeszcze coś wiedzieć - Kiedy zaczynacie zgrupowanie?
-Za tydzień a co?-spytał z pełną buzią 
-Nic, tak się pytam-powiedziałam i wróciłam do domu. Tam czekała mnie rozmowa z ojcem, na którą nie miałam ochoty ale cóż. Ostatnio dość często się z nim kłócę, przez całe życie nie pokłóciłam się z nim tyle razy, co w ostatnim tygodniu. 

Hejka!

Chciałabym zacząć bloga od nowa. Jeśli ktoś go czytał, to nie musicie martwić bo kontekst pozostaje w poprzednich rozdziałach zaszły małe poprawki i niedługo pojawią się jeszcze raz. Nie obiecuję, że rozdziały będą się pojawiać co tydzień, bo jak wiadomo szkoła i te wszystkie sprawy, ale będę się strać, żeby wszystko było na czas. Posty będę się starać dodawać w niedzielne albo poniedziałkowe wieczory. Mam nadzieję że uda mi się doprowadzić bloga do końca i że będzie się wam podobał. Jeśli tak będzie to proszę o zostawieniem pod rozdziałami komentarzy. Dla was napisanie opinii zajmuję chwilkę, a dla mnie to jest wielka motywacja do dalszego pisania. Gdy pojawi się jakiś nowy bohater zapraszam do postu o bohaterach, gdzie postaram się krótki opis.
Także jeszcze dzisiaj pojawi się pierwszy post.
Miłego wieczoru i zapraszam do kolejnego posta :)